Cały stream 👆
<aside> 🎯
Bałagan w bibliotece kosztuje cię osiem do dziesięciu godzin przygotowania na każdą imprezę. I tak zagrasz gorzej niż ktoś, kto ma porządek i przygotował się w trzydzieści minut. To nie jest opinia - to jest mechanika tej roboty. Im mniej decyzji musisz podjąć w stresie nad konsolą, tym więcej uwagi zostaje ci dla parkietu.
</aside>
Ten post jest o tym, jak zbudować system, w którym przygotowanie jest szybkie, decyzje są przygotowane wcześniej, a ty na imprezie wyglądasz jak ktoś, kto się bawi - a nie jak ktoś, kto scrolluje.
Po przeczytaniu będziesz miał:

Pierwszy odruch początkującego DJ-a to kolekcjonowanie. Pendrive pełen muzyki, dyski w archiwach, "jeszcze tylko zassam ten label". To jest pułapka. Im więcej masz, tym więcej musisz przebrać przed setem - i tym mniej z tego faktycznie zagrasz.
Cel jest odwrotny: mała, perełkowa biblioteka, którą znasz. Mało ścieżek, ale każda warta swojego miejsca. Lepiej grać sto utworów, które rozumiesz nuta po nucie, niż mieć tysiąc, z których nie pamiętasz, jak się zaczynają.
Ta filozofia ma trzy konkretne praktyki:
1. Comiesięczna selekcja. Raz w miesiącu siadasz do utworów z tego miesiąca i kasujesz. Nie dlatego, że są złe - dlatego, że już nie powalają. Jeżeli przy drugim odsłuchu pojawia się "no... fajne", to znaczy, że na parkiecie też się nie obroni. Jeśli ty masz wątpliwości słuchając w fotelu, to ludzie tańczący o trzeciej w nocy też je będą mieli.
2. Dorzucanie nowych źródeł. W tej samej rundzie dodajesz nowych producentów do obserwacji na SoundCloudzie. Nie tylko ich najnowsze rzeczy - też starszą bibliotekę. Dobrzy producenci zwykle mają pięć rzeczy, których nie znasz, a powinieneś.